Dzień 9, Covidoki. Zapiski umiarkowanej optymistki (Kreską i Słowem)

Bystrzyca z piekła rodem

 

Oglądałam wczoraj reprodukcję „Lublin-Bystrzyca”, obrazu Władysława Barwickiego (zamieszczam ją poniżej). Poeta i malarz ozdobił nią swoją jedyną, wydaną książkę „Lublin w pieśni” (1915).

Nazwa rzeki jednoznacznie kojarzy się z bystrym nurtem, ale czy na pewno od niego pochodzi?

Nie wszyscy wiedzą, że Bystrzyca (Pistryc) w mitologii słowiańskiej była boginią. I to boginią piekieł, przejawiającą podziemne gorąco. Jedną z najważniejszych, zaraz po Niji (tak jak Rugewit po Peklencu), która oznaczała podziemne piekło.

Bystrzyca miała karać grzeszników. Przedstawiano ją jako dziecko. Kiedy zbliżał się do niej człowiek z nieczystym sumieniem, ona, pod postacią dziecka, bardzo szybko (bystro) otwierała usta i pluła na niego ukropem i żarzącymi się węglami.

Na jej chwałę budowano gontyny i nazywano miejscowości.

Bystrzyca, która zdobi Lublin, jako jedna z trzech rzek przepływających przez miasto, swoich odnóg Czechówki i Czerniejówki, jest dopływem Wieprza. Płynie z południa na północny wschód, dzieląc miasto na wschód i zachód.

Ja pamiętam ją, kiedy była dużą rzeką, występującą z brzegów niekiedy i zalewającą okolice parku Ludowego, ulicy Nadbystrzyckiej, czy łąk na Wrotkowie.

W Polsce jest sześć rzek o tej nazwie i kilkadziesiąt miejscowości. Na Ukrainie cztery, a w Rumunii dwie rzeki.

[Tekst o bogini Bystrzycy napisałam na podstawie książki Joachima Szyca, „Słowiańscy bogowie”, wydanej w Warszawie w 1865 roku, która jest plagiatem z „Bożycy” Bronisława Ferdynanda Trentowskiego].

 

 

Zostaw komentarz