Konrad Bielski jako współtwórca lubelskiego ruchu literackiego w dwudziestoleciu międzywojennym

Konrad Bielski jako współtwórca lubelskiego ruchu literackiego
w dwudziestoleciu międzywojennym

         Zrealizowano w ramach stypendium z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


 

            Historia niejednokrotnie narzucała Lublinowi i Lubelszczyźnie niepoślednią rolę. Przed odzyskaniem państwowości w 1918 przez ten region przetoczył się najsilniejszy ruch niepodległościowy. To właśnie w Lublinie możliwe było utworzenie Tymczasowego Rządu Ludowego Ignacego Daszyńskiego, ponieważ tutaj były najliczniejsze oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej. Ten czas nie sprzyjał rozwojowi twórczości. Dopiero 1921 rok przyniósł Lubelszczyźnie stabilizację.

Lubelskie środowisko literackie zamarło jeszcze przed pierwszą wojną światową, istniała właściwie tylko poezja legionowa. Przedstawicielem tego okresu jest zapomniany już dzisiaj Józef Korczak, który zginął w 1920 r. w wieku dwudziestu dziewięciu lat. W międzywojniu tworzyła jeszcze Franciszka Arnsztajnowa, a obok niej, pierwszy poeta w niepodległym Lublinie, Tadeusz Bocheński, nauczyciel łaciny
Gimnazjum im. Stanisława Staszica, także tłumacz, który już w 1919 roku wydał dwie książki: Poezje i Poezyj serię drugą.[1]

Na tym tle dość ważnym wydarzeniem było ukazanie się już w 1920 roku trzech numerów „Młodzieży”, pisma młodzieży szkolnej, redagowanej przez gimnazjalistów: Konrada Bielskiego, Wacława Gralewskiego i Czesława Bobrowskiego. Tworzenie pisma przerwała im nie tylko zachowawczość i upolitycznienie ówczesnych władz szkolnych, ale i wojna 1920 roku.

W tym samym czasie zasłynął skandalami literackimi Kazimierz Andrzej Jaworski, starszy kolega i zarazem niedoszły korepetytor Konrada Bielskiego, wówczas już student Uniwersytetu Lubelskiego. Pierwszego stycznia 1920 r. wystąpił
z własnym wieczorem poetyckim w Sali Towarzystwa Muzycznego w Lublinie. Utwory, jakie wówczas wygłosił, zostały ostro potraktowane przez lubelską prasę[2].

W pierwszym dziesięcioleciu wolnej Polski ogłaszano nowe prądy, nowe style
i mody, presja nowoczesności była widoczna w każdej dziedzinie życia. Niezwykła euforia ogarniała wszystkie warstwy społeczne i przenikała życie kulturalne. Atmosfera gwałtownego przyspieszenia, nieustanna aktywność i „bycie na bieżąco” tworzyły klimat oszałamiającej prędkości w kulturze międzywojnia. Powstawały czasopisma, programy i manifesty artystyczne. Ton nadawali młodzi[3].                              

Podobnie działo się w Lublinie, głównie dzięki młodym w latach dwudziestych
i trzydziestych dwudziestego wieku miasto stało się terenem ożywionej działalności literackiej. Współczesne terminy: „szkoła lubelska”, „awangarda lubelska”, „krąg Czechowicza”, „grupa Reflektora” funkcjonują w historii literatury jako nazewnictwo tego fenomenu literackiego. Inicjatorami nowatorskiego ruchu byli przede wszystkim: Konrad Bielski i Wacław Gralewski. Później dołączył do nich Józef Czechowicz, Stanisław Grędziński i inni.

Nowatorskie tendencje objęły przede wszystkim poezję. Dwa główne nurty stanowili skamandryci i awangarda, która w Polsce międzywojennej uformowała nowe oblicze literatury. W kręgu awangardy znajdowali się: ekspresjoniści, futuryści, awangarda krakowska oraz tak zwana „druga awangarda”, którą tworzyły dwa ośrodki: wileńscy żagaryści i awangarda lubelska.[4]

Głównym kryterium przynależności do awangardy lubelskiej w opracowaniach międzywojennych przyjmowany był składnik emocjonalno-biograficzny, przywiązanie do Lublina jako miejsca pochodzenia i centrum działania. Była ona w porównaniu
z awangardą wileńską zjawiskiem mniej jednolitym, bez czytelnego programu, jednak
o wielu indywidualnościach.

Zrąb pierwszej fali awangardy w Lublinie tworzyli poeci: Konrad Bielski, Józef Czechowicz, Wacław Gralewski (także prozaik, publicysta, dziennikarz), Stanisław Grędziński oraz Czesław Bobrowski, teoretyk i krytyk. To oni tworzyli pismo i grupę, które stały się ważnym ogniwem poetyckiego nowatorskiego ruchu w kraju.[5]

W różnych okresach i przez różnych krytyków, przeważnie przy omawianiu tak zwanej „szkoły Czechowicza” lub jego okresu warszawskiego, do awangardy lubelskiej zaliczani są oprócz Konrada Bielskiego także: Henryk Domiński, Wacław Iwaniuk, Czesław Janczarski, Józef Łobodowski, Bronisław Ludwik Michalski, Wacław Mrozowski, Jan Piętak, Jerzy Pleśniarowicz, Władysław Podstawka, Józef Stachowski, Jan Śpiewak, Artur Rzeczyca.[6]

Z ziemi lubelskiej wywodził Stanisław Ciesielczuk, członek Kwadrygi, przez niektórych historyków literatury zaliczanej do drugiej awangardy i nazywanej „awangardą warszawską”[7]. Do grupy tej Jan Szczawiej zalicza również Zygmunta Łotockiego, związanego z Lubelszczyzną miejscem urodzenia (Włodawa) i nauki (Biała Podlaska), poetę i wielokrotnego mistrza Polski w łucznictwie.[8]

Ruch literacki w Lublinie rozwinął się stosunkowo wcześnie, niespełna rok po nieudanej próbie wydawania szkolnego pisma grupa studentów Uniwersytetu Lubelskiego, wśród nich także twórcy „Młodzieży”: Konrad Bielski i Wacław Gralewski, postanowiła wydać własne pismo literackie. Bielski wspomina: grupa była nieliczna, kilkuosobowa, lecz o dużych ambicjach i bardzo pewna siebie.[9]

Wacław Gralewski genezę powstania pisma rozwija od przyjaźni z Janem Lipką, Stanisławem Zakrzewskim i Tadeuszem Jaworowskim, która zrodziła się
w warszawskiej Szkole Podchorążych i utrwalała się również po wojsku. Wszyscy studiowali prawo w Lublinie. Wówczas powstała myśl wydania periodyku. Tytuł zaproponował Gralewski, zainspirowany twórczością Przybyszewskiego, a przede wszystkim Luciferem Tadeusza Micińskiego. Filarami poetyckimi byli: Bielski
i Gralewski. Zakrzewski zajął się publicystyką. Lipka nawiązał kontakt z literatem francuskim, redaktorem „La vie dea lettres”, Nicolasem Beauduin’em i uzyskał zapewnienie o wzajemnej wymianie i druku zamieszczanych tekstów. Natomiast Jaworowski namówił początkującego malarza Jana Wydrę, którym opiekowała się jego rodzina, na zaprojektowanie okładki. Przedsięwzięcie zrealizował Stanisław Wójcik[10], współwłaściciel drukarni Udziałowej, który zdecydował się drukować czasopismo na kredyt i w części pokrywał koszt jego wydania. Do tego grona dołączyła Dziewanna Włodarska, również studentka Uniwersytetu Lubelskiego, która pracowała wówczas
w „Ziemi Lubelskiej” i została redaktorem odpowiedzialnym przedsięwzięcia.[11]

Pierwszy numer „Lucifera” o podtytule „miesięcznik literacki” ukazał się
w grudniu1921 roku. Gralewski pisze, że wywoływał zainteresowanie zanim jeszcze został wydrukowany. W drukarni zjawił się referent prasowy starostwa p. Rutkowski (nawiasem mówiąc student prawa, a więc też kolega) i poprosił o okazanie rękopisów. Wójcik jednak nie udostępnił mu materiałów, a przewidując problemy, po wydrukowaniu ukrył około sto egzemplarzy.[12]

Fot. 2, 3. Okładka i pierwsza strona „Lucifera” z 1921 roku

      Źródło: Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie

 

Na uwagę zasługuje okładka autorstwa Jana Wydry. Wacław Gralewski pisze, że od niej zależało dużo. Wydra był malarzem, który zamiast słów używał gestów.  Rysował palcami w powietrzu, wydawał pomruki, ale po trzech dniach przyniósł projekt nieźle opracowany.[13]

W stopce tego numeru zamieszczono informacje, że okładkę rysował Jan Włodarski, wydawcą i redaktorem jest Dziewanna Włodarska. Redakcja pisma mieściła się przy ul. Bernardyńskiej 18, m. 7. Tłoczono w drukarni Udziałowej, plac Litewski 1.

 

Fot. 4. Ostatnia strona „Lucifera”

    Źródło: Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie

 

 

W numerze znajdują się między innymi wiersze: Dytyramb szatański podpisany Wicher-Huraganowicz, był to pseudonim Konrada Bielskiego; Halucynacje o kuszeniu Chrystusa Wacława Gralewskiego oraz Inwokację N. L. Jotte (Jana Lipki), która spełniała rolę „biletu wizytowego”, jak określił to Konrad Bielski, pisma bez programu i manifestu.[14]

Ostatnia zwrotka Inwokacji Jana Lipki:

 

Co jest niepospolite na tej nudnej ziemi:

Światło, sztuka i wiedza z Ciebie źródło bierze.

 

 

 

 

Wyzłacaj szare dusze ogniami swojemi

I w nas się reinkarnuj Agni – Luciferze.

 

Fragment Halucynacji o kuszeniu Chrystusa Gralewskiego:

 

Złe ognie rozświetliły czarne smutne oczy,

coś nagle w nich zadrgało jak nieme konanie.

Z warg skrzywionych, jak echo, szept głuchy się toczy:

Czemu mnie wiecznie kusisz, przeklęty Szatanie?…[15]

 

I najbardziej obrazoburczy Dytyramb szatański K. Bielskiego:

 

Patrz – oto idą tłumy znowu na Golgotę

Na Boga. Cóż się stało. Chrystus śmiał się z krzyża.

 

Trwogą zdjęci uczniowie zanosili skargi

do Ojca. Piotr przerażon zaparł się raz czwarty.

Łotr na krzyżu odwilżyć chciał spieczone wargi

wina pełen roztruchan podały nu czarty.

 

Trzeciego dnia zmartwychwstał Judasz Iskariota

i poszedł do Emaus, gdzie chciał spotkać Pana.

W wieczorniku zebrała się miejska hołota

śpiewali dzikie pieśni, hulali do rana.

 

Magdalena swe piersi jędrne w błędnym szale

krwawiła, skruchę czyniąc u stóp Kajfasza.

A Tomasz nawet nie chciał wierzyć wcale

i sprawdzał siną pręgę na szyi Judasza.

 

Na ziemię z nieba upadł całun obłąkańczy.

Hejże! będziemy pląsać. Niech zabrzmią tympany.

Patrz – nawet stare słońce cieszy się i tańczy.

Niebiosa oszalały. Sam Bóg jest pijany.

 

 

 

Zbudź się Piotrze. Z tajemnic już spada zasłona.

Zagróź wzrokiem zamglonym bezmyślnie i wiernie.

Uwierz wreszcie Tomaszu. Patrz – Chrystus nie kona,

Wyrwał gwoździe i z głowy swojej zrzucił ciernie

 

Śmiej się Matko Bolesna, tak jak Syn się śmieje.

Józefie, w górę kielich, porzuć warsztat pracy.

Niewiasty, niech wasz taniec zbudzi Galileję,

W wieczerniku już przecież ucztują pijacy.

 

Magdaleno, rozpłomień pocałunków żary,

wylej na biesiadników wonności amforę.

Rzesze, tłumy, uczniowie szalejcie bez miary.

Przeklinajcie-że miłość, cnotę i pokorę.

 

Tan wasz dziki, obłędny piekła nie zatrwoży,

Nie oślepi Duch Święty światła manifestem.

Nie przeklnie was Jehowa, nie zbawi Syn Boży

Bogów nie ma, zła niema, was nie ma. Ja jestem.[16]

 

O zawartości pierwszego numeru i intencjach przyświecających redaktorom informuje ulotka reklamowa, w której młodzi pisali: Chcemy się wypowiedzieć
– młodości naszej zapał rękojmią niech Wam będzie i wiarą niech Was natchnie w siły nasze nieznane, niewykorzystane, a szukające. Kierunków nowych nie tworzym,
a wiecznej tylko tęsknocie za Niedoścignionym, pragniemy ludziom ognia boskiego skraść. Sami ciemni jeszcze światła po omacku szukając imienia wzywamy światłonoścy, na sztandarze imię owo wypisując. Młodzi – młodych ku sobie garniemy, a każdemu, co Piękno umiłował  i w poszukiwaniach Niedoścignionego próby czyni
– miejsce u siebie ofiarujemy. Bywajcie Ci, którzy szukacie
.[17]

„Lucifer” wywołał skandal. Numer skonfiskowano. Na łamach „Głosu Lubelskiego” ukazał się artykuł atakujący autorów i wydawców. Gralewski relacjonuje: Zawierał on obelżywe sformułowania i skrajne insynuacje, ale, o dziwo, przyznawał twórcom pewną dozę talentu, co tym groźniejsze miało być dla porządku i ładu społecznego. Następnego dnia pozytywną ocenę i odpowiedź „Głosowi Lubelskiemu” dała „Ziemia Lubelska”. Jednocześnie władze wytyczyły proces o obrazę religii Włodarskiej jako wydawcy i redaktorowi oraz poszczególnym poetom i autorom
z artykułu 73 dawnego kodeksu karnego. Przewidywał on sankcję karną od dwóch do sześciu lat więzienia.[18]

Endecja nie poprzestała na atakach prasowych, zmobilizowała miejscową kołtunerię. Odbyło się kilka wieców i zebrań publicznych, domagano się relegowania autorów z uczelni. W tym czasie w Lublinie nie mówiono o niczym innym.[19]

Sprawa wycofania „Lucifera” przez cenzurę stała się głośna nie tylko
w Lublinie. Nazajutrz po konfiskacie, 24 grudnia „Dzień Polski”, organ związany
z PPS zamieścił notatkę „Lucifer” aresztowany. Był to protest przeciwko temu bezprawiu. Partia zwołała wiec członków, a Marian Malinowski („Wojtek”), poseł z jej listy w porozumieniu z klubem poselskim „Wyzwolenie” wniósł interpelację w obronie wolności prasy do Prezydenta Rady Ministrów Ponikowskiego.[20]

Bielski i Gralewski wymieniają jeszcze warszawskie czasopismo, redagowane przez Stanisława Szpotańskiego[21], które w numerze 9 z 28 stycznia 1922 zamieściło obszerny artykuł Represje prasowe, wzięło w obronę „Lucifera” i skrytykowało sposób, w jaki z pismem obeszły się władze. Fragmenty tego artykułu cytuje Wacław Gralewski: „Grono młodzieży w Lublinie rozpoczęło wydawnictwo miesięcznika literackiego, pt. „Lucifer”. Rzecz młodzieńcza, miejscami pretensjonalna i napuszona, miejscami zawiera ziarna mogących rozwinąć się i dojrzeć talentów. W każdym razie jest ona charakterystyczna dla fermentów ogarniających młode pokolenie”. (…) „Może by krytyka zabrała głos w tej sprawie, może społeczeństwo zainteresowałoby się „Luciferem”, jako przejawem jednego z prądów nurtujących naszą młodzież, może przy świetle dziennym pod uderzeniem krytyki stężałyby i wyrosły młode siły z pożytkiem dla kraju i sztuki. Niestety, okazało się to rzeczą niemożliwą. Na straży twórczości w Polsce stanął prokurator i policjant. Oni roztoczyli opiekę nad sztuką, oni wzięli w kuratelę literaturę”. I dalej stwierdza, że artykuł również uległ konfiskacie, a Szpotańskiemu wytyczono proces. Podobny los spotkał inne pisma, które podjęły się obrony
„Lucifera” zarówno w Warszawie, jak i na prowincji, a cała sprawa nabrała wielkiego rozgłosu.[22]

Oddźwięk był rzeczywiście duży skoro za pośrednictwem Bauduin’a[23] i „La vie des lettres” przedostała się do Francji i do literackiej prasy francuskiej, a stamtąd zawędrowała za ocean. Punktem szczytowym tej fali był artykuł w dodatku literackim „New York Times”. Przedstawiono w nim środowisko lubelskie jako sektę satanistyczną, do której przede wszystkim należą artyści i w ogóle ludzie intelektu. Opisano również rytuał „czarnych mszy” i niesamowitych praktyk. A najbardziej autora czy autorów artykułu obruszyła nietolerancyjność władz polskich, które „sekciarzy” zakuły w kajdany i wrzuciły do lochów.[24]

W publikacje w USA powątpiewał Kazimierz Andrzej Jaworski[25], a jednak podobnie jak Gralewski wspomina te wydarzenia Konrad Bielski. Pisze, że Lipka miał kontakty z literatami za granicą. Między innymi nawiązał korespondencję z pisarzem francuskim Nicolas Beauduin’em, który redagował wtedy pismo „La vie des lettres”
i na łamach jego opisał dzieje „Lucifera”. Prawdopodobnie tą drogą informacja przedostała się za ocean, jednak już zniekształcona. W Stanach Zjednoczonych kilka pism zamieściło artykuły informujące czytelników o tym, że na terenie Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie powstała sekta satanistów, która w murach tej szanownej akademii potajemnie sprawuje swe niecne praktyki ku czci Lucifera. Cechą charakterystyczną tej sekty jest to, że należą do niej wyłącznie ludzie związani ze sztuką, a więc literaci, plastycy itp. Ostatnio miały nawet miejsce aresztowania w związku
z ogłoszeniem bluźnierczego hymnu do Lucyfera
.[26]

Sławę, z której młodzi twórcy czasopisma byli bardzo zadowoleni przyćmiewała groźba relegowania z uczelni. Jednak niespodziewanie wszystko przybrało pomyślny obrót. Rektor [ks. Idzi] Radziszewski uznał, że historię tę należy przemilczeć, a nawet zatuszować. Akta „Lucifera” odłożono do amnestii w 1922 roku i umorzono.[27]

W marcu 1922 roku ukazał się zbiorczy numer 2-4 „Lucifera” z podtytułem „miesięcznik artystyczno-literacki”. Tym razem redaktorem i wydawcą był Stanisław Zakrzewski, okładkę rysował także Jan Wydra, podpisany już właściwym nazwiskiem, tłoczono również w drukarni Udziałowej, adres jak wyżej. Egzemplarz zawierał między innymi: wiersze Dziewanny Włodarskiej, Jana Brzechwy, Pieśń Lucifera Jana Lipki (pod pseudonimem N. L. Jotte), w jego tłumaczeniu poemat Nicolasa Beauduin’a  L’homme cosmogonique, artykuł i wiersz Luizy Ackermann oraz Towarzysz Sergiusza Jesienina w przekładzie Karola Winawera.  Oba numery krytyka lubelska oceniała jako pismo o charakterze bardzo ogólnym, nawiązującym do prometeizmu i lucyferyzmu znanych z romantycznego i modernistycznego wzorca „poety i sztuki na piedestale” oraz zarzucała brak jasnego sprecyzowanego programu literackiego.[28]

 

 

Fot. 5. Okładka „Lucifera” nr 2-4 z 1922 roku

Źródło: Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie

Następny numer 2-4 nie wywołał większego rezonansu społecznego. Członkowie redakcji odbyli jeszcze wspólny wieczór poetycki 22 stycznia [1922], który uzyskał tylko jedno omówienie prasowe [„Dzień Polski” 1922 z 7 lutego] i rozstali się, poróżnieni o poziom literacki materiałów do następnego numeru pisma. Tak zakończyła się „lucyferyczna” epopeja w Lublinie. Dzięki niej zauważono kształtujące się środowisko literackie, o czym świadczy wzmianka samego Stefana Żeromskiego
w Snobizmie i postępie
.[29]

Dokonania twórcze pierwszych lat niepodległości, próby stworzenia własnego pisma oraz kolejne nowatorskie próby literackie, szczególnie powstanie grupy poetyckiej „Reflektora”, spowodowały rozwój młodej literatury, która w latach trzydziestych zajęła jedno z ważniejszych miejsc na mapie kulturalnej kraju.

Niedługo po wzlocie i upadku „Lucifera” powstało nowe przedsięwzięcie Konrada Bielskiego i Wacława Gralewskiego. Tym razem do projektów powołania pisma włączyli się także: Czesław Bobrowski, Kazimierz Andrzej Jaworski, który był pomysłodawcą tytułu i Tadeusz Bocheński.

W czerwcu 1923 roku ukazał się „Reflektor: pismo literacko-artystyczne”.
W stopce zaznaczono, że redaktorem i wydawcą jest Wacław Gralewski, a jako adres redakcji podano drukarnię Udziałową. Zeszyt miał czterdzieści stron i zawierał: wiersz Gralewskiego Konie, anonimowo wydrukowane opowiadanie Opowieść o papierowej koronie Józefa Czechowicza, wiersze: Do przyjaciół Sergiusza Ziemica (pseudonim Konrada Bielskiego) i Księżyc i dziewczyny Kazimierza Andrzeja Jaworskiego oraz artykuł Spontanizm. Myśli o duszy i sztuce Tadeusza Bocheńskiego.

 

Fot. 6, 7. Okładka (projektu Tadeusza Kulisiewicza) i pierwsza strona „Reflektora” z 1923 roku

Źródło: Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie.         Pod winietą na pierwszej stronie podpisany i skreślony ręką Wacława Gralewskiego tekst:

Lepiej żyć lat trzydzieści, karmiąc się żywą krwią – niźli trzysta spożywać padlinę.

 

Na pierwszej stronie redakcja przedstawiła napisany prawdopodobnie przez Konrada Bielskiego tekst wstępny, który można uznać za awangardowy manifest literacki: Zjawiamy się nagle, młodzi i inni niż Wy, wśród gwaru targowiska kupców, faryzeuszy, straganiarzy – gromadka dzikich mustangów bez ust i wędzideł.

Nie przynosimy Wam porywających ideałów (te dawno spoczęły w lamusie przeszłości) ni wskazań Nadczłowieka.

Słoneczni własnym słońcem, kwieciści jeno swej duszy kwiatami, rzucamy ich pęki, bo rzucać musimy.

Bez sztandaru z wizerunkiem świętego Izmu, bez haseł (te są nam zbędne), rzucanych wspólnie, wolni synowie Piękna, wędrujemy przez własne bezdroża.

Dla Was, wielcy ludzie, mamy uśmiech wesoły i figę zieloną w zanadrzu, coś więcej, niż pogardę, o grube brzuchy paskarskie, a dla Was, smutni i nieszczęśliwi, ciemne listki cyprysu.

Chcemy życie chwytać na gorącym uczynku, chcemy je w nową, nieznaną formę przelać.

Obce są nam programy partyjne, pseudo-altruistyczne lamenty, piękne lecz niepoparte dobrymi chęciami wykrzykniki o potrzebie pracy dla przyszłości.

Zamknięci w własnym świecie wewnętrznym, wyznajemy zasadę wyższości myśli nad Czynem.

Z przeogromnych fal zmienności, wieczyście przepływających przez bezgraniczny ocean ducha ludzkiego, czerpiemy swa siłę i natchnienie twórcze.

Wszystko w nas i przez nas – oto nasz ołtarz i religia. Z otchłannych głębin własnej duszy wyczarowujemy nasze zjawy i wizje. Różnowzorzyste są one, różnobarwne i zwiewne, jak sny.

Nasz stosunek do tego, co zwie się światłem zewnętrznym, realnym i t. d., jest jasny i prosty.

Archanielskie dzwony grają nam na odmienną nutę, niż starym poczciwym wieszczom. Przekreślamy spuściznę duchową Słowackiego.

Zjadaczy chleba bić w mordę, jeśli ich w aniołów przerobić nie można!

Z drogi, Synowie Ziemi, politycy, mężowie stanu, mędrkowie, znachorzy, znawcy sztuki, filantropi!

Cwałujemy, Bucefale przyszłości.[30]

Pierwszy „Reflektor” stał się jednodniówką, ponieważ dopiero następny zeszyt, który ukazał się w listopadzie 1924 roku oznaczono numerem 1. Miał on podtytuł „miesięcznik literacki”. Ten numer i dwa kolejne redagował Konrad Bielski, wydawcą został Wacław Gralewski. Zmienił się także adres redakcji i drukarni, który teraz był wspólny: ulica Kościuszki 8. Pod tym samym adresem mieścił się „Dom Wydawniczy Fr. Głowiński i Ska”. Franciszek Głowiński był także wydawcą „Expressu Lubelskiego”  i współwłaścicielem drukarni „Sztuka”.

W stopce „Reflektora” zamieszczono notatkę, że upełnomocnionym przedstawicielem redakcji jest Czesław Bobrowski (przy ostatnim numerze był także współredaktorem) oraz podano informację: Warszawa, Czerwonego Krzyża 4 m.5. Był to adres Józefa i Lucyny Kotarbińskich, u których mieszkał Bobrowski. W ich domu spotykała się artystyczna i intelektualna elita Warszawy.[31]

W numerze zamieszczono wiersze Konrada Bielskiego, Józefa Czechowicza, Karola Husarskiego, Wacława Gralewskiego, Kazimierza Andrzeja Jaworskiego, Tadeusza Bocheńskiego, tekst przemówienia Karola Szymanowskiego: Fryderyka Chopina mit o duszy polskiej, Podstawowe zagadnienia malarstwa współczesnego Wacława Husarskiego, przekłady wierszy R. M. Rilkego Józefa Kramsztyka, Uwagi
o teatrze
i kinie oraz przekłady wierszy W. Majakowskiego Anatola Sterna, Imię
X muzy
Czesława Bobrowskiego, ponadto Kronikę literacką, w której omówione zostały czasopisma: „Almanach Nowej Sztuki” nr 2, „Astrea” nr 2, „Blok” i „Kurier Bloku” nr 6-7, „Przegląd Warszawski’ nr 36, „La vie des lettres” nr XVI, „Esprit Nouveau” nr 26, „La Nouvelle Revue Francaise” nr 133 oraz książki: Angielski cham Anatola Sterna, Srebrne i czarne Jana Lechonia, Szczęście w cudzym mieście Janiny Brzostowskiej, Koniec Hortensji Europy Edwarda Kozikowskiego, Kościół Tadeusza Bocheńskiego i Białoruś Leonarda Podhorskiego-Okołowa.[32]

„Reflektor” i jego twórców zaczęto darzyć zainteresowaniem. Do Lublina przyjechał Anatol Stern, prosząc o pomoc w zorganizowaniu zbiorowego spotkania autorskiego.  Wieczór odbył się następnego dnia, wzięli w nim udział, oprócz Sterna, także Bruno Jasieński i Stefan Kordian Gacki. Bielski pisze, że wieczór był bardzo udany i zakończył się w restauracji. Najbardziej podobały mu się wiersze Jasieńskiego, który jednak rozczarował go towarzysko: sporo pił i jadł nader obficie, lecz do rozmowy nie zdradzał chęci. Był bardzo zmęczony. Natomiast z Gackim i Sternem nawiązało się serdeczne porozumienie (…).[33]

Pogłębiono także kontakty z „Almanachem Nowej Sztuki”. A Stern, Gacki, Ważyk, Brucz uważali się za sojuszników „Reflektora” w walce o nową sztukę. Przysyłali bezinteresownie swoje utwory i udzielali dobrych rad, jedną z nich była sugestia, że łamy „Reflektora” powinny przede wszystkim służyć jego twórcom
i przyjaciołom, a nowe nazwiska, nowi ludzie i nowe utwory wzbudzą zainteresowanie
i spowodują powodzenie. Bielski pisze: Postanowiliśmy powiązać je jak najściślej
z „Almanachem Nowej Sztuki”, czego widomym znakiem było umieszczenie programowego artykułu redaktora „Almanachu” Stefana Kordiana Gackiego w naszym najbliższym numerze; poza tym nawiązać kontakt z pismem awangardowym plastyków „Blokiem” oraz porozumieć się na temat ścisłej współpracy ze stale mieszkającym
w Paryżu Brzękowskim, a przez niego, jeśli to będzie możliwe, z najmłodszymi francuskimi poetami
.[34]

„Reflektor” stawał się pismem ogólnopolskim o awangardowym charakterze. Jednocześnie wokół jego twórców zaczął gromadzić się krąg osób, stanowiących rodzaj cyganerii lubelskiej. W pokoju redakcyjnym Gralewskiego zbierali się nie tylko członkowie „Reflektora”, przychodzili również ludzie zaprzyjaźnieni. Towarzystwo pełne było zawsze różnorodnych pomysłów, wspaniałych koncepcji. Dyskutowano, spierano się, powstawały nowe pomysły. Zazwyczaj dalszy ciąg tych spotkań odbywał się w jakiejś knajpie i często trwał do późnych godzin nocnych.[35]

W wielu wspomnieniach można odnaleźć opisy tych spotkań, ich atmosferę oraz nazwiska osób uczestniczących w biesiadach. Wacław Gralewski pisze: ta atmosfera nieskrępowania i wolności wypowiedzi na każdy temat pociągała wielu. W naszym gronie oddychano innym powietrzem i dlatego widywano tu ludzi różnych kategorii
– i sędziów, i adwokatów, i wybitnych aktorów, i lekarzy, i inżynierów, i filozofów perypatetyków bez określonego zawodu
.[36]

W innym miejscu przyznaje: Zarówno nasze środowisko poetyckie (mam na myśli „Reflektora”), jak i dziennikarskie za kołnierz nie wylewało. Knajpa była czymś
w rodzaju stajni Pegaza, do której po trudach dnia chętnie dążyliśmy, no i w gronie przyjaciół niejedna pękała buteleczka
.[37]

Dwa kolejne numery „Reflektora” ukazały się w marcu i maju 1925 roku. Duży wpływ na charakter pisma wywierał jego teoretyk, Czesław Bobrowski.
W porozumieniu z Bielskim wprowadzał je w nurt nowatorski i starał się stworzyć „Reflektor” czasopismem ogólnopolskim. Świadczy o tym wiele listów do Konrada Bielskiego, między innymi fragment z 5 grudnia 1924 roku: wpakujemy masę poezji, paru nowych ludzi (napisz do Młodożeńca), ja napisałem do Szczepańskiego
o Przybosia, załatwiam Warszawę. Napisz do Lwowa, Poznania, Wilna, może tam się da kogo wyłowić. Słowem, zrobimy 2 numer numerem „młodzieży literackiej”
.[38]

Od numeru drugiego zmieniono podtytuł z „miesięcznika” na „czasopismo literackie”, co określało rytm wychodzenia pisma i zobowiązywało do regularnego ukazywania się. Numer drugi zawierał utwory: Bielskiego (wiersze Złoty osioł i My; fragment powieści Opowieść o nowym Robinsonie oraz omówienie książki przekładowej Bocheńskiego Gościńce); Bobrowskiego (artykuły: Film intensywny
a literatura; Dwaj poeci nowej sztuki: Adam Ważyk. Semafory
, Stanisław Brucz. Bitwa oraz omówienie czasopism); Bocheńskiego (wiersz Chrzciciel); Czechowicza ( wiersz Wyznanie); Gralewskiego (wiersz Poezja); Jaworskiego (wiersze Słońce i ja, Skrzynka pocztowa i Kochanka); także pisarzy i poetów warszawskich, krakowskich i łódzkich: Adama Ważyka (wiersz Aorta, przekład Winogrodnik szampański Guillaume Apollinaire’a); Mariana Toporowskiego (wiersz Zachód); Jana Alfreda Szczepańskiego (wiersz Patrząc na fotografię p. Robinson, bohaterki słynnego skandalu); Witolda Wandurskiego (wiersz Od północy do świtu), Stefana Kordiana Gackiego (artykuł Punkt wyjścia nowej sztuki); Jana Brzękowskiego (przekład wierszy Blaise Cendrarsa Martwe natury i Głowa); Mieczysława Szczuki (artykuł Czego chce „Blok”) oraz Haliny Izdebskiej, mieszkającej w Paryżu (przekład Charlsa Vildraca wiersza Piosenka).[39]

Trzeci numer „Reflektora” wydany w maju 1925 roku, według autorów, redaktorów i krytyków, uważany jest za najlepszy. Oprócz twórców, którzy drukowali
w poprzednim numerze, ale już bez K. A. Jaworskiego, zamieszczono także wiersze Juliana Przybosia (Odkupienie) i Stanisława Młodożeńca oraz przekłady tekstów
W. Majakowskiego, Maxa Jacoba i Jeana Cocteau.

Różnie oceniany jest współcześnie „Reflektor”, środowisko lubelskie i jego znaczenie w dwudziestoleciu. Przeważnie przy omawianiu awangardy lubelskiej wymienia się tylko Józefa Czechowicza, ze względu na wartość jego poezji. Jednak
w okresie lubelskim dopiero od trzeciego numeru „Reflektora” jego twórczość można uznać za wartościową. Bielski przywołuje swoje zaskoczenie po przeczytaniu wierszy Czechowicza do tego numeru: (…) nie ceniliśmy Czechowicza jako poetę specjalnie wysoko. (…) Ale to, co (…) pokazał (…) było olśnieniem, wprowadziło nas nie tylko
w zachwyt, ale i w zdumienie
.[40]

Głównymi twórcami czasopisma i sprawcami ożywienia literackiego byli bezsprzecznie Bielski, Bobrowski i Gralewski.

Tadeusz Kłak widzi „Reflektor” jako kolejne, po „Nowej Sztuce” i „Zwrotnicy”, pismo futurystów polskich[41] i umieszcza je równolegle do innych ruchów nowatorskich: [Trzy numery] pisma, wydane między listopadem 1924 a majem 1925 roku, wykazały gwałtowną jego ewolucję. Z pisma eklektycznego, o przewadze materiałów lokalnych, przekształcił się „Reflektor” w ogólnopolskie czasopismo młodej literatury. (…) Bezpośrednie wiązanie się z „Reflektorem” nazwiska Czechowicza,
a tego z II awangardą sprawiało, iż „Reflektor” sytuowano również w kontekście tej formacji literackiej. Nie byłby to przydział zły, bowiem wynikałoby stąd, iż „Reflektor” można traktować jako prekursora II awangardy. Rzecz miała się jednak zupełnie inaczej. „Reflektora” nie da się łączyć z tą formacją i jej problematyką, bowiem jego rzeczywiste usytuowanie było inne. Lubelskie pismo i grupa poetycka rozwijały się prawie równocześnie i równolegle do awangardy krakowskiej („Zwrotnica”) oraz warszawskiej („Almanach Nowej Sztuki”)
.[42]

Wyrazem wysokiej pozycji „Reflektora” w ówczesnej Polsce jest propozycja utworzenia wspólnego awangardowego ogólnopolskiego pisma, z jaką wystąpili Jan Brzękowski i Stanisław Ignacy Witkiewicz w liście z 12 czerwca 1925 roku do Wacława Gralewskiego.[43]

Niestety, tak dobrze zapowiadające się czasopismo wygasło z braku funduszy na wydawanie kolejnych numerów, mimo że czyniono wiele wysiłków, aby je uzyskać. Między innymi rozdawano ulotki z fragmentami tekstów z „Reflektora” z napisem: „szukamy mecenasa”.[44]

W czasie tworzenia trzeciego numeru do „Reflektora” dołączył Stanisław Grędziński, który przyjechał z Krakowa i w Lublinie szybko nawiązał kontakty literackie. Wiele ciepłych słów poświęca mu Bielski, pisze, że stał się towarzyszem wszystkich prac i poczynań, uczestnikiem dyskusji i sporów oraz niezrównanym kompanem w przeróżnych szaleństwach. Był indywidualnością niecodzienną, zwracał uwagę i wyróżniał się z otoczenia.[45]

Problemy z wydawaniem periodyku paradoksalnie zacieśniły więź między literatami lubelskimi. Utrwaliła się ścisła grupa poetycka „Reflektora”: Konrad Bielski, Wacław Gralewski, Józef Czechowicz i Stanisław Grędziński. Młodzi organizowali wieczory i spotkania autorskie. Powołano bibliotekę „Reflektora”, pod jej szyldem ukazały się zbiory wierszy: Parabole S. Grędzińskiego oraz Kamień J. Czechowicza. Jeszcze długo po upadku pisma grupa „Reflektora” wiodła prym w środowisku literackim Lublina.

W 1927 roku „Ziemia Lubelska” odnotowała: Lubelska grupa poetycka „Reflektor” dała po raz trzeci w tym tygodniu sygnał życia. Po „Szopce Reflektora”
i „Kamieniu” Czechowicza, przypomnieli się poeci lubelscy Lublinowi na łamach „Literatury i Nauki” krótkim artykułem p. W. G.
[Wacława Gralewskiego] i czterema wierszami.[46]

Głośne były szopki polityczne na wzór „Zielonego Balonika” czy „Pikadora”, które tworzyli i wystawiali przede wszystkim Konrad Bielski i Jan Arnsztajn.
W Lublinie wystawiono trzy takie widowiska, Gralewski pomagał tylko przy pierwszej szopce. Do niej lalki wykonał Juliusz Kurzątkowski, które były bezużyteczne, gdyż nie były zupełnie podobne do pierwowzorów. Widowisko uratowała doskonała muzyka. Wystawiano ją dziesięć razy.[47]

Do drugiej szopki kukły wykonał Władysław Daszewski, karykaturzysta
i twórca znakomitych kukiełek warszawskich. Pracował nad lalkami w domu Arnsztajnów.  Premiera odbyła się w drugim kwartale 1929 roku i wystawiana była
z ogromnym powodzeniem.

Trzecią szopkę wystawiono w 1931 roku, kukły również były dziełem
W. Daszewskiego, a widowisko długo cieszyło się ogromnym aplauzem publiczności. Ta szopka została opublikowana w formie książeczki, jako wydawca figurowali:
J. Czechowicz i E. Szcześniewski, a autorzy wystąpili pod pseudonimami: Konrad Bielski jako Tomasz Ptak i Jan Arnsztajn jako Karol Wit. Tak jak i poprzednie nazywana była szopką „Reflektora”.[48]

 

 

Fot. 8. Okładka Trzeciej lubelskiej szopki politycznej z 1931 roku

Źródło: Zbiory Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie

Przez wiele lat w Lublinie najważniejszymi pismami były radykalna „Ziemia Lubelska” i endecki „Głos Lubelski”. Były one organami zwalczających się ugrupowań politycznych, w których można prześledzić środowisko literackie Lublina w latach dwudziestych. Pojawienie się efemerycznych pism i grup, które tworzyli młodzi, spowodowało burzliwy okres literatury lubelskiej.

Ożywienie ruchu literackiego doprowadziło do powstania organizacji literackiej. 21 maja 1932 roku w mieszkaniu Czechowicza przy ul. Niecałej 6, z inicjatywy Józefa Czechowicza i Franciszki Arnsztajnowej odbyło się zebranie Komitetu organizacyjnego Towarzystwa Literatów w Lublinie, które powołało Związek Literatów w Lublinie.[49]

Konrada Bielskiego nie było na zebraniu inauguracyjnym, przystąpił do Związku nieco później, ale jako jeden z pierwszych. Zorganizował także
w Krasnymstawie wieczór autorski prezentujący członków organizacji.[50]

Po wyjeździe Czechowicza do Warszawy w 1933 roku kontakty między poetami rozluźniły się, ale nie zanikły. Czechowicz dbał o lubelskich kolegów, starał się promować ich twórczość w stolicy, w tym również – Konrada Bielskiego. Kilka jego wierszy opublikował w redagowanym przez siebie „Pionie” i kolumnach literackich „Zet”.[51] Organizowano wspólne wieczory autorskie, odwiedzano się wzajemnie.

Bielski i Czechowicz mieli także plany literackie. Zamierzali pod szyldem „Biblioteki Reflektora” wydać wspólny tom wierszy. Miał się ukazać również tom Bielskiego Krew i whisky.[52] Potwierdza to również Czechowicz w liście do Józefa Nikodema Kłosowskiego z 20 października 1930 roku: Co do Reflektora – umarł
i pogrzebion. Żyje natomiast „Biblioteka
Reflektora”. Jako nr 1 wyszły „Parabole”
St. Grędzińskiego (wyczerpane), nr 2 stanowił mój „Kamień”, nr 3 drukuje się. Będzie to 1-arkuszowy zeszyt z 6-ma moimi wierszami i 6-ma Konrada Bielskiego (tytuł: „Ballada z tamtej strony”). W przygotowaniu tom Bielskiego pt. „Whisky i krew”
.[53]

Plany te nie zostały zrealizowane. W 1931 roku J. Czechowicz wydał własny zbiór wierszy o tytule Ballada z tamtej strony. W tym samym roku Konrad Bielski wyjechał do Krasnegostawu i zajął się praktyką prawniczą. Z tego czasu pochodzi fraszka Czechowicza o przyjacielu:

O Bielskim

A witajże nam, witaj, miły Konradynie,

a żegluj do kompanów po tym krasnym winie,

bo wiadomo powszechnie, że w śnie i na jawie

przebywasz w niedalekim Krasnym wina stawie[54]

 

Dziesiatego marca 1934 roku dzięki staraniom Czechowicza odbył się ogólnopolski „Najazd awangardy na Warszawę”. W wieczorze tym Lublin reprezentowali: Konrad Bielski, Józef Czechowicz, Henryk Domiński, Bronisław Ludwik Michalski, wiersz Józefa Łobodowskiego, przebywającego wówczas
w więzieniu przeczytał Henryk Ładosz.[55]

Obecnie w skali ogólnopolskiej zjawisko literackie, jakim był „Reflektor”, odnotowuje się jako mgławicę, która objawiła Czechowicza. Dla lubelskiej literatury był to jej okres najciekawszy i najbardziej dynamiczny. Kiedy w Warszawie gusta kształtowały „Wiadomości Literackie” i „Skamander”, to na prowincji wyłaniały się ośrodki: łódzki, wileński i lubelski, gdzie powstawały artystyczne wydarzenia
i awangardowe czasopisma.

Lublin w latach międzywojnia był jednym z takich ośrodków, a biorąc pod uwagę daty powstawania poszczególnych nowatorskich grup, częstotliwość pism literackich, ich poziom artystyczny oraz uczestnictwo w życiu literackim, można zaryzykować tezę, że był wiodącym.

Ponadto w ówczesnym Lublinie wytworzyła się specyficzna więź literacka
i atmosfera bohemy tworzona później równolegle przez poetów lubelskich
w Warszawie. Znaczny udział zarówno w tworzeniu środowiska, jak i jej atmosfery miał Konrad Bielski. Jego Oda do wina krążyła w odpisach zanim została wydrukowana. Sławę tego wiersza potwierdzają młodsi poeci Wacław Mrozowski
i Józef Łobodowski. Pierwszy usłyszał ją podczas spotkania autorskiego grupy „Reflektor” w Chełmie:
Z wierszy, które mówił Bielski, pamiętam Odę do alkoholu”, która do dziś jeszcze robi na mnie wrażenie. Trzeba było słyszeć jak „pan Konrad” dźwięcznym i pewnym głosem roztaczał przed słuchaczami uroki narkotyku, sam zresztą będąc pod jego wrażeniem.[56] Natomiast J. Łobodowski wspomina tak: W okresie „Reflektora” (…) były to lata – dla mnie jeszcze sztubackie – stojące pod znakiem „Ody” Konrada Bielskiego. Znana była w Lublinie szeroko i wiele lat później. „Odę” wydrukowałem jeszcze w 1932 roku w pierwszym numerze lubelskiego miesięcznika „barykady”.[57]

Bez obecności Konrada Bielskiego, jego twórczego udziału i bardzo często inspiracji od 1920 do 1931 roku nie odbyło się żadne spotkanie, żadne wydarzenie literackie w Lublinie.

W 1939 roku ukazała się Antologia poetów lubelskich, przygotowana przez bibliofila i historyka, księdza Ludwika Zalewskiego, który akceptował i lubił tytuł proboszcza parafii poetyckiej „bez rządu dusz”, jak sam skwapliwie podkreślał. [58]

Publikacja ta stała się podsumowaniem „złotego okresu” literatury lubelskiej.

 

Jest to jeden z rozdziałów mojej monografii Konrad Bielski 1902-1970. Życie i twórczość.

          Zrealizowano w ramach stypendium  z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 

 

 


[1] CHUDZIK, Andrzej: Lubelskie podzwonne Młodej Polski. „Poezja” 1978, nr 11/12, s. 63-64.

[2] CHUDZIK, Andrzej: Lubelskie… op. cit., s. 67.

[3] ZAJS, Krzysztof: Literatura dwudziestolecia – wprowadzenie [In:] SZULC, Marian (red.): Literatura Polska: sztuka, teatr, kino, nauka). T. 7: Międzywojnie.  Kraków: Wydaw. Pinnex, 2006, s. 5-12.

[4] FAZAN, Jarosław: Awangarda i awangardy; ZAJS, Krzysztof: Poezja katastrofistów [In:] SZULC, Marian (red.): Literatura Polska: sztuka, teatr, kino, nauka. T. 7: Międzywojnie, Kraków: Wydaw. Pinnex,  2006, s. 47-74.

 

 

[5] KRYSZAK, Janusz: „Katastrofizm ocalający” z problematyki poezji tzw. „Drugiej Awangardy”. Wyd. 2. Bydgoszcz: Pomorskie Wydaw. Prasowe RSW „Prasa-Książka-Ruch”, 1985, s. 188-189.

[6] GAWLIŃSKI, Stanisław: Szkoła poetycka Józefa Czechowicza w okresie międzywojennym (elementy socjologii i poetyki). Katowice: Uniwersytet Śląski, 1983, s. 97.

[7] ZAJS, Krzysztof: Literatura dwudziestolecia… op. cit., 12-14.

[8] SZCZAWIEJ, Jan: Wstęp [In:] MROZOWSKI, Wacław (oprac.): Antologia poetów dwudziestolecia międzywojennego. Lublin: Wydaw. Lubelskie, 1965, s. 6.

[9] BIELSKI, Konrad: Most… op. cit., s. 92.

[10] Gralewski błędnie podaje imię Wójcika: Zbigniew. Vide: Ogniste koła, s. 40.

[11] GRALEWSKI, W.: Ogniste… op. cit., s. 38-48.

[12] Ibidem, s. 52.

[13] Ibidem, s. 44-45.

[14] BIELSKI, K.: Mostop. cit., s. 93.

[15] GRALEWSKI, W.: Ognisteop. cit., s. 49-50.

[16] BIELSKI, K.: Mostop. cit., s. 94-95.

[17] CHUDZIK, A.: Lubelskie podzwonneop. cit., s. 71.

[18] GRALEWSKI, W.: Ognisteop. cit., s. 54.

[19] Ibidem, s. 54-55.

[20] CHUDZIK, A. Lubelskie podzwonneop. cit., s. 71.

[21] W. Gralewski podaje: tygodnik polityczno-społeczny „Głos”, redagowany przez T. Szpotańskiego (Ogniste koła, s. 56), natomiast K. Bielski: dziennik „Głos Warszawy”, redagowany przez
S. Szpotańskiego (Most nad czasem, s. 98).

[22] GRALEWSKI, W.: Ogniste… op. cit., s. 56-57.

[23] Powinno być: Beauduin’a [przyp. U. G.].

[24] Ibidem, s. 57-58

[25] JAWORSKI, Kazimierz Andrzej: Koniec seansu. Lublin: Wydaw. Lubelskie,1970, s. 139.

[26] BIELSKI, K.: Mostop. cit., s. 99-100.

[27] Ibidem, s. 99.

[28] CHUDZIK, A.: Lubelskieop. cit., s. 71.

[29] ŻEROMSKI, Stefan: Snobizm i postęp oraz inne utwory publicystyczne. (red. nauk.) BŁOŃSKI, Jan; (wstęp i oprac.) Aneta Łubaszewska. Kraków: TAiWPN Universitas, 2003, s.197.

[30] [Wstęp] „Reflektor” 1923, s. 1.

[31] BIELSKI, K.: Most… op. cit., s. 171.

[32] „Reflektor” 1924, nr 1, s. 1-39.

[33] BIELSKI, K.: Most… op. cit., s. 139.

[34] Ibidem, s.174-175.

[35] Ibidem, s. 176.

[36] GRALEWSKI, Wacław: Kibic wspaniały. Idem: Ogniste koła, s. 136-137.

[37] GRALEWSKI, Wacław: Stalowa tęcza. Wspomnienia o Józefie Czechowiczu. Warszawa: PIW, 1968, s. 94.

[38] List pochodzi z zachowanego częściowo archiwum „Reflektora”, które przekazał Konrad Bielski Tadeuszowi Kłakowi. Cyt. za KŁAK, Tadeusz: „Reflektor” – bezdroża nowej sztuki [In:] Czasopisma awangardy. Część I: 1919-1931; Polska Akademia Nauk. Komitet Nauk O Literaturze: „Rozprawy Literackie”. T. 24. Wrocław: Zakład Narodowy imienia Ossolińskich; Wydaw. Polskiej Akademii Nauk, 1978, s.77.

[39] „Reflektor” 1925,  s.1-77.

[40] BIELSKI, K.: Most…op. cit., s. 190.

[41] Vide. KŁAK, T.: Czasopisma awangardyop. cit., s. 80.

[42] Ibidem, s. 83-86.

[43] GRALEWSKI, W: Stalowa… op. cit., s. 190-191.

[44] BIELSKI, K.: Most… op. cit., s. 179.

[45] Ibidem, s. 179-180.

[46] GRALEWSKI, Wacław: I „wyścig pracy” w twórczości poetyckiej. Słowo o przeszłości
i przyszłości „Reflektora”
. „Ziemia Lubelska”, 1927, nr 340, s. 5.

[47] BIELSKI, K.: Most… op. cit., s. 249-250.

[48] Ibidem, s. 262.

[49] ZIĘBA, Józef: Czterdzieści lat Związku Literatów w Lublinie „Kalendarz Lubelski na Rok 1972”. 1972, s. 118.

[50] ZIĘBA, Józef: Konrad Bielski „Kalendarz Lubelski na Rok 1973” 1973, s. 229.

[51] Ibidem,  s. 229.

[52] Vide. Most…s. 197.

[53] CZECHOWICZ, Józef: Listy. KŁAK, Tadeusz (zebrał i oprac.). Lublin: Wydaw. Lubelskie, 1977,
s. 138.

[54] CZECHOWICZ, Jozef: Fraszki. Lublin: Wydaw. Lubelskie, 1962, s.25.

[55] ZIĘBA, Józef: 50 lat życia literackiego Lublina [In:] Lublin literacki 1932-1982. MICHALSKI, Waldemar; ZIĘBA, Józef (red.). Lublin: Wydaw. Lubelskie, 1984, s. 13, 19.

[56] MROZOWSKI, Wacław: Cyganeria. Lublin: Wydaw. Lubelskie, 1963, s. 9.

[57] ŁOBODOWSKI, J. O cyganach (I)… op. cit., s.44-45.

[58] ŁOBODOWSKI, J. O cyganach (I) … op. cit., s. 41.

 

21 październik 2012

Zostaw komentarz