J. Guz

Rytmem krwi

Jacek Guz w debiutanckim tomiku Geny (Lubelska Oficyna Wydaw. Lublin, 1995), wyróżnionym Nagrodą Młodych im. J. Czechowicza, napisał o sobie, że jest „wiecznym absolwentem szkoły wrażliwości. Sztuka to”- jego zdaniem – „marzenie, doświadczenie, wyobraźnia, intuicja, wariacka pasja wypełniająca puste miejsce między ludźmi, którego nie jest w stanie zapełnić nic innego”.

Publikuje od 1985 roku wiersze, opowiadania, reportaże, rysunki. Jest  autorem tomików: Wciąż (Lublin, 1997), Broszura (Norbertinum. Lublin, 200)   z własnymi ilustracjami. Kolejna książka to Adagio. Allegro. Amoroso, wydana przez Wydawnictwo: Centrum Kultury w Lublinie w 2002 roku.

Poezja Jacka Guza jest trudna w odbiorze, ponieważ posiada ładunek emocji, intelektu, wrażliwości, nastrojów i przemyśleń o głębokim ciężarze gatunkowym. Może właśnie strach, obawa przed głębią tej poezji sprawiła, że zbiorek ten „przeszedł bez echa”. W naszej lubelskiej i literackiej prasie nie przeczytałam żadnych recenzji lub omówień, na jakie ten tomik niewątpliwie zasługuje.

Ostatnio obserwuję ze zgrozą jak komercjalizacja każdej dziedziny życia wkracza niebezpiecznie w rejony kultury i spłyca ją, wulgaryzuje, zaniża poziom. Jakże często słyszy poeta od wydawcy lub redakcji pism, że wierszy nie opłaca się publikować, „To się nie sprzeda”, „kto to kupi” itp. bzdury, bardzo modne bzdury. Zapewne można uczyć się i grać na seryjnym, fabrycznym, marnym instrumencie, na pewno tańszych więcej się sprzeda; na różnego rodzaju keyboardach, na których każdy zagra, nawet nie trzeba się uczyć. Ale co z jakością takiej muzyki? Co z kształtowaniem wysublimowanego gustu odbiorcy? Może niektórym wystarcza posłuchanie wyczyszczonego komputerowo głosu „laleczki Barbie” i oglądanie jej odsłoniętego brzucha, kręcącej się plastikowej pupci i silikonowego biustu; może niektórzy poskaczą przy „czarnych oczach”. Może są tacy, których porywają dewiacje programów typu „reality”, może czerpią jakieś doznania z oglądania ludzi jedzących świńskie truchło lub robaki; z tortur typu tłuczenie sobie jąder lub przypalanie ciała lupą itp. Może ktoś czerpie satysfakcję z opluwania go przez sepleniącą prowadzącą, może skorzysta z lekcji eliminowania konkurencji i selekcji „najsłabszego ogniwa” w swoim życiu – ale co my z tego mamy? Jakie mogą być doznania estetyczne z tego typu programów, jakie przesłanie, jaki pożytek dla intelektu?

Przeraził mnie sukces kiczowatego „Kodu Leonarda” D. Browna i kilku naszych autorów znawców kobiet i świntuszących pań oraz ostatnia literacka nagroda Nobla. Kiedy czytam dojrzałe artystycznie, głębokie w swojej wymowie, literacko piękne książki (ostatnio np. N. Bouvier) lub poetyckie perły (J. Guz) mam pełnię estetycznych doznań i literackich satysfakcji, lecz zaraz potem ogarnia mnie rosnący w przerażenie niepokój – mały nakład, mało znane, nieliczni czytelnicy, ograniczony dostęp itp. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy może to ja i mnie podobni jesteśmy dewiantami, nie ci „barooglądacze”, „brawnowielbiciele” czy „gretkowskouwielbiacze”.

Książka Jacka Guza jest perłą poetycką niewątpliwie. Muzyczny tytuł, określenia tempa muzycznego: adagio – powoli, allegro-szybko, wesoło, amoroso – tkliwie, czule jest podkreśleniem muzyczności utworów zawartych   w tym zbiorze. Jest także określeniem nastrojów wewnętrznych, sytuacji, zdarzeń, miejsc. J. Guz odbiera świat w psychodelicznych barwach. Opisując płaszcz nadaje mu cechy żyjącej istoty; jest rzeczą, człowiekiem, światem, wszystkim co go dotyka, jakby drugą skórą – efekt końcowy jest zaskakujący, zmusza do refleksji. Podobnie w wierszu Róża, Jak kopyto dogadywało się z ziemią, Antyczna rzeźba. Podobnie i za każdym razem inaczej, każdy wiersz budzi inne skojarzenia, odnosi się do innych zdarzeń, odczuć. Technika jak w akwareli: od szczegółu do ogółu. Najpierw jest przedmiot, skojarzenie, zjawisko, roślina, stan ducha itp., później domalowuje się pozostałe elementy, dalszy plan, tło i powstaje pełny obraz.

Niemożliwe jest cytowanie fragmentów wierszy J. Guza, ponieważ każdy jest zaplanowanym i mistrzowsko wykonanym obrazem słownym, wyrwanie z tej konstrukcji fragmentu zubaża i fragment i cały wiersz. Chociaż jest wiele przemyśleń, które mogą być sentencjami, to jednak cały wiersz ma wymowę          o wiele bogatszą. Jak pięknie J. Guz miesza barwy z nastrojami, odczuciami, przesłaniem, jak mistrzowsko włada słowem można się przekonać smakując wiersz Bujność. Skrzypce na okładce zbioru doskonale symbolizują wrażliwość autora. Na napiętych do granic wytrzymałości strunach tych skrzypiec gra  i wiatr i barwy i słońce, delikatnie muskają je chmury, szarpią nastroje i głębokie stany duszy:

„Przez smyczek

z tajemnicą strun spoufalony

na solo mgły rozpisana

ulotna spojrzenia struktura

(…)

przez upór melodii

zdolny odgadnąć widnokrąg

poza kręgiem nocy polarnej

rozstrojonej strony duszy”

(Przez)

W drugiej swojej książce J. Guz – jako motto – umieścił takie swoje przemyślenia:

„Wiem, że nie znajdę odpowiedzi.

Odpowiedź to wieczne pytanie, ciągłe zdziwienie,

Olśniewające zaskoczenie.

Żeglując poszukuję, poszukując odsuwam mijanie.

Czynem, słowem, pocałunkiem wstrzymuję oddech chwili

Na czas jej trwania;

Oto wieczność.”

W zbiorze Adagio. Allegro. Amoroso odczuwa się wierność temu credo. Guz pyta, jeszcze się dziwi, ale również wie:

(…)

„Nie będę wiedział więcej

Niż wiem teraz:

Jak odległe i niepewne jest „na pewno”

Jak cienka coraz cieńsza

Każda kolejna granica

I jak odległy od własnego konturu

Każdy przedmiot rozpaczy i zachwytu”

(…)

(Wszystko co mogę)

Dokonuje retrospekcji:

„Zeschłymi liśćmi i wierszami o śmierci paliliśmy w piecu.

Po szaleńczym dniu wieczór zapadał, nabawiał się ciepła.

Nie zazdrościły wróble orłom ani my Małemu Księciu;

To samo powietrze jest dla skrzydeł, błękit dla krwi póki nie zakrzepła.

(…)

Kto przeżył pijaństwo pod batutą chóru gwiazd, ten pamięta,

Kto cierpi na chroniczną trzeźwość smutku ten sobie przypomni,

Co muszą znieść uwięzione w sercu wygłodniałe dzikie zwierzęta,

Jak wiele jest słów pustych, uczuć zarżniętych, miejsc bezdomnych.”

(…)

(Oda ku młodości)

O tym, że J. Guz nadal poszukuje świadczą wszystkie wiersze w zbiorze. Poszukiwanie jest wielorakie, odbywa się na kilku płaszczyznach. Artystyczne – i forma i spójność układu wierszy w tomie, ich tytuły, odniesienia muzyczne          (w każdym wierszu), literackie i malarskie (np. Panie Blake, Ars poetica). Poszukiwanie swojego miejsca na Ziemi, miłości idealnej, drugiego człowieka, zrozumienia. Są to wiersze przemyślane, doświadczone, autentyczne, artystycznie doskonałe.

Porusza głębokie odczuwanie samotności, wyobcowania (w kilku wierszach) np.:

(…)

„co komu do samotności

że bezkresna do uporu

ze rdzawy że dusza obła

i cień całodobowy

co niebu do mnie

że tak mną

zakamarki chmur wymiata

i ziemi co do mnie

że tak mnie

podwójnym dnem obłaskawia”

(Co komu)

Guzowi udaje się „wstrzymać oddech chwili” w każdym napisanym przez siebie wierszu. Zapiera dech jego wrażliwość, choćby na przykład ten fragment:

(…)

„Muzyka jest piękną choć okrężną drogą sedna

Cisza jak głęboki uraz po ciosie dźwięku”

(…)

(Po koncercie barda)

Dla Jacka Guza życie jest poezją, poezja jest życiem, krąży w jego krwi:

(…)

„Piszę rytmem krwi, który od adagio

Przechodzi w histeryczne allegro.

Wiem, że słowa są tylko nikłym wstępem lub półgłosem,

Przemilczeniem mniej bolesnym,

Lecz jestem bezbronny, więc piszę,

Szybko schnącą krwią serdeczną.”

(xxx Już ktoś to napisał…)

Szkoda byłoby, gdyby taka wrażliwość, tak artystyczne pełne wiersze nie znalazły szerszej publiczności, a Jacek Guz stał się tylko jednym z regionalnych poetów. Szkoda, ze taka poezja jest mało znana. Szkoda, że nikt dotąd –                 z wydawców i sponsorów, szczególnie tych, którzy ciągle mówią o rynkowych prawach komercyjnych – nie wpadł na to, że mamy w dziedzinie literatury (gdyby ją tłumaczyć) wielkie indywidualności. Literatura lubelska tez może być towarem eksportowym. Do takiej – którą można się pochwalić w Europie i na świecie – poezja Jacka Guza należy.

Zostaw komentarz