Lublin nie chce wydać Grześkowiaka

Lublin nie chce wydać Grześkowiaka….
kilka osób zainteresowanych losami „Obszczymurków” Kazimierza Grześkowiaka informuję, że nie otrzymałam od Miasta Lublin dotacji na wydanie tej powieści. Już nawet nie chce mi się komentować tego grajdołka, jakim jest niestety moje rodzinne miasto. Z nieoficjalnych źródeł dowiedziałam się, że m.in. nie podobał się tytuł, że niby wulgarny, niekulturalny. Państwo z komisji przyznającej dotacje nawet nie wiedzą, że słowo „obszczymurki” jest tylko kolokwializmem, potocznym określeniem pijaczka. Cóż, Lublin tworzy swoja kulturę, obydwa związki twórcze nie otrzymują dotacji na indywidualne książki, ZLP nie otrzymał dotacji na spotkania autorskie, wynika z tego, że nie są potrzebne. A jednak przeciętny Lublinianin nie potrafi wymienić nazwisk pięciu lubelskich pisarzy czy literatów. Przeciętny student, nawet kulturoznawstwa, również ich nie zna. Ogólną paranoję dopełnia fakt przyznawania olbrzymich sum na warsztaty literackie, imprezę „Miasto Poezji” i spotkania literackie innym instytucjom, ogólnie zajmującymi się kulturą i na dodatek dotowanym (etaty, opłaty za lokal, wszystkie media) przez Miasto. Instytucje skupiające literatów i pisarzy, profesjonalnie zajmujące się literaturą są ignorowane. Nie otrzymują nic, względnie bardzo skąpe dotacje. Stale im się wmawia, że są niepotrzebnym balastem kulturowym. A one utrzymują się wyłącznie ze składek swoich członków i z tego muszą opłacać lokal itp. Ponadto ludzie pracujący na rzecz tych stowarzyszeń czynią to społecznie – nieodpłatnie. Według mojej logiki, to właśnie te profesjonalne, działające społecznie organizacje powinny być szczodrze dotowane? A może nie mam racji, może właśnie zasługują na takie traktowanie właśnie z powodu pracy bez wynagrodzenia? Może już tak spodleliśmy, że ludzi pracujących charytatywnie, na rzecz innych społeczeństwo traktuje bez szacunku, jak dziwolągów?
W dzisiejszej prasie przeczytałam o „wydarzeniu kulturalnym”, jakim była inscenizacja żydowskiego ślubu i wesela w Rynku Starego Miasta. Ten niby projekt kulturalny przygotowała grupa studentów Animacji Kultury UMCS. Jestem chyba głupia, ale nie rozumiem czemu to ma służyć. Coraz częściej w Lublinie pokazuje się i nawiązuje tylko do jednej kultury – żydowskiej, a organizatorzy tych wydarzeń podkreślają, że nasze miasto jest tyglem narodów. Pytam więc, gdzie są te inne narody? Dlaczego nie pokazuje się kultury romskiej, ukraińskiej, białoruskiej, tatarskiej, tureckiej, itp. w takim samym stopniu? A może warto byłoby przypominać, a śmiem nawet twierdzić, że jest to obowiązkiem, zapomniane, kultury Łemków, czy Bojków

3 komentarze

  1. Czy istnieje jakakolwiek możliwość zapoznania sie z treścią „Obszczymurków” ? Prosze o jakiekolwiek informacje.

  2. Niestety, jest kilka egzemplarzy, które „domowym sposobem wydała grupka przyjaciół, nawet wdowa po K. Grześkowiaku i Jego córka maja jeden egzemplarz, którego nikomu nie udostępniają. Ja jeszcze powalczę o wydanie tej powieści, może ogłoszę zbiórkę społeczna przez internet, zobaczymy. Teraz wyjeżdżam na miesiąc. Po powrocie porozumiem się z rodziną K. G. i coś ustalimy, pozdrawiam, Urszula Gierszon

  3. Dziękuję serdecznie za odpowiedź.
    Z niecierpliwością oczekuję na informacje.
    Pozdrawiam i życzę powodzenia.

Zostaw komentarz